Forum  Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Miłość, która już się nie zdarza - czyżby?
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Twórczość LMM
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rilla
Ten, który zna Józefa
Ten, który zna Józefa


Dołączył: 11 Lut 2009
Posty: 1673
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 1 raz
Skąd: Złoty Brzeg
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 10:42, 17 Cze 2015    Temat postu:

No właśnie: Zuzanna! Skoro mieli Zuzannę, mogli spokojnie skupić się na swoim życiu uczuciowym, bo dom mógł ogarnąć ktoś inny! Mr. Green

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Włóczykijka
Przyjaciel Ani
Przyjaciel Ani


Dołączył: 10 Paź 2012
Posty: 272
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Płyta nagrobna Eliasza Pollocka
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 19:46, 17 Cze 2015    Temat postu:

Też myślę, Rillo, że Maud olała sprawę - tym bardziej, że już po bodajże czwartej części dość miała serdecznie Ani i chciała całą serię zakończyć, ale czytelnicy (i wydawcy) się na to nie godzili, w konsekwencji czego pisała na siłę i sama sądziła, że to nie to, co wcześniejsze części (jak mówi Molly w swojej książce dotyczącej życia Maud).

Bo faktycznie - to książka dla dziewczynek, niemal "ku pokrzepieniu serc" marzących o wielkiej miłości i chociażby przywołany przez Kasię wątek zazdrości Ani o Krystynę tego dowodzi, ale to za mało! Nawet dla "dzieciaków", myślę. Bo czasem zdarza się rozmowa przy stole, jednak w niej też nie ma "tego czegoś". A drobne rzeczy, jak np. to, że później sypiali w osobnych pokojach, też o czymś świadczy (i bynajmniej nie mówię tu o tym, że nie mogli ze sobą wytrzymać, wręcz odwrotnie. Very Happy Chyba nawet ktoś zażartował, że się nie mogą od siebie odpędzić i dlatego kolejne dziecko jest w drodze, a już by mogli sobie odpuścić). Widać, że jest to pisane na siłę, no. Maud w swoich "wielkich latach" daje nam piękno miłość w całej jej krasie, dojrzewającą, aż do "Wymarzonego domu", odkąd poziom zaczyna się walić i zostaje Ania - mama, Gilbert - tata, którzy nie mają niemal żadnego znaczenia w powieści (a przecież to główni bohaterowie cyklu, halo!) i w końcowych częściach mamy tylko kilka scenek jak ta z Krystyną, które, mam wrażenie, mówią "Nie, Ania i Gil nie umarli, wciąż żyją, nie widzicie tego, ale daję słowo, że kochają się jak te 30 lat temu!". Moje romantyczne serduszko nie jest zaspokojone. Nie chciałabym, że od razu wszystko kręciło się tylko wokół ich związku, no bo nie, dzieci i ich przygody też były fajnym pomysłem i ważną kwestią, ale kilka więcej scenek, słów, które by wypowiadali przy tych wszystkich przygodach dzieciaków... Czy proszę o zbyt wiele?
A co by nie wyjść na zupełnego hejtera, to dorzucę, że z kolei podobało mi się to, że też wiele osób, a nawet same dzieci, mówiły o tym, jak dobry jest związek państwa Blythe - bo to też o czymś świadczy. Wink

Co do "przechodzenia" uczucia - myślę, że nie przechodzi. Powszednieje, tak. No, do pewnego stopnia. Bo po iluś latach zaczynasz ufać Temu Jedynemu, już się tak nie wstydzi pokazać mu bez make-upu, rumieńce pojawiają się rzadziej, ale jeśli to jest to, to (z tego, co wiem, co słyszałam - póki co, sama się wypowiadać nie mogę) te emocje zostają. To nie jest tak, że się sobie podobają, biorą ślub, minie kilka lat i nagle są ze sobą z przyzwyczajenia. A jeśli tak jest, to znaczy, że coś nie gra. Właściwa osoba zawsze wzbudza w nas lekko przyspieszone bicie serca, gonitwę myśli, ciepło w sercu i motyli w brzuchu.
A o tej miłości sama marzę. Bo, spójrzcie, to prosta historia, ale naprawdę piękna. Poznali się w szkole. On był podrywaczem i cwaniakiem, nadepnął jej na odcisk, a ona, dumna i pamiętliwa, próżna, olewała go tyle czasu DLA ZASADY, mimo tego, że zaczynała go lubić-lubić. W między czasie był ktoś inny. Były przerwy, życie szło dalej i widywali się rzadziej. A los chciał, żeby byli razem i i tak się spotkali, i tak. I był problem z ślubem, musieli na siebie czekać, a później śmierć Joy, a później nadmiar obowiązków rodzicielskich i coraz mniej czasu dla siebie. A jednak to przetrwało. Jednak Ania wciąż się rumieniła, gdy ją obejmowała (o czym jest napisane, chyba któryś z synów to mówił), a Gil wciąż nazywa ją "dziewczynką Anią". I chociaż "wszyscy" mówią, że to takie słodkie, cukierkowe i głupie, to myślę, że wcale tak nie jest. Nie jest to przesłodzone. Jest piękne - bo prawdziwe. Tak jest i tyle. A tym słodsze się wydaje, że Maud ma wprawę w opowiadaniu ciepłych historyjek. Gdyby zmienić język, styl pisania, pewnie nie było to tak dla niektórych trudne do strawienia, a jednak ich relacja wciąż by zachwycała swoją prostotą.

(Ale się rozpisałam, ha ha! Very Happy)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rilla
Ten, który zna Józefa
Ten, który zna Józefa


Dołączył: 11 Lut 2009
Posty: 1673
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 1 raz
Skąd: Złoty Brzeg
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 19:56, 17 Cze 2015    Temat postu:

A mnie pozostaje tylko się pod Twoją wypowiedzią podpisać, gdyż dokładnie to samo myślę Wink

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kasika
Pani na Złotym Brzegu
Pani na Złotym Brzegu


Dołączył: 09 Lut 2009
Posty: 1430
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 21:37, 17 Cze 2015    Temat postu:

Ej dobra, zapytam. O co chodzi z tą "dziewczynką Anią"? Nie było w moim tłumaczeniu. Tylko "Aneczko" przy stole Mr. Green

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rilla
Ten, który zna Józefa
Ten, który zna Józefa


Dołączył: 11 Lut 2009
Posty: 1673
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 1 raz
Skąd: Złoty Brzeg
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 21:54, 17 Cze 2015    Temat postu:

U mnie było jak byk "dziewczynko-Aniu", co zresztą wydawało mi się infantylne (Aneczkę chyba bardziej bym przełknęła. Chociaż nie. Nie przełknęłabym, gdyż nienawidzę tego typu zdrobnień) Laughing W oryginale, jak mniemam stało "Anne-girl", określenie używane choćby przez ciotkę Józefinę Barry.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Włóczykijka
Przyjaciel Ani
Przyjaciel Ani


Dołączył: 10 Paź 2012
Posty: 272
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Płyta nagrobna Eliasza Pollocka
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 15:01, 18 Cze 2015    Temat postu:

"Aneczka" - bez urazy, ale brzmi, jak dla wiejskiej dziewuchy. U mnie jest "Dziewczynko Aniu". I osobiście uważam to za słodkie, że w niektórych momentach nazywał ją w taki właśnie sposób. Nie trzeba było wielkich wyznań, w tym, i w jej reakcji, zawierała się cała ich miłość. Już widzę, jakie obrazy przeszłości stawały im obojgu przed oczami...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rilla
Ten, który zna Józefa
Ten, który zna Józefa


Dołączył: 11 Lut 2009
Posty: 1673
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 1 raz
Skąd: Złoty Brzeg
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 15:11, 18 Cze 2015    Temat postu:

Dokładnie. Wszak tego typu drobiazgi składają się na trwałe, głębokie uczucie - znak, że ciągle im na sobie zależy Wink

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Rilla dnia Czw 15:12, 18 Cze 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kasika
Pani na Złotym Brzegu
Pani na Złotym Brzegu


Dołączył: 09 Lut 2009
Posty: 1430
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 15:31, 18 Cze 2015    Temat postu:

W sumie to Ania była wiejską Aneczką. Mnie to dość przekonuje, bardziej niż dziewczynka, pewnie dlatego, że jestem przyzwyczajona do takiego tłumaczenia Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rilla
Ten, który zna Józefa
Ten, który zna Józefa


Dołączył: 11 Lut 2009
Posty: 1673
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 1 raz
Skąd: Złoty Brzeg
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 16:49, 18 Cze 2015    Temat postu:

"Dziewczynka" brzmi ciutkę niepoważnie Wink

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Włóczykijka
Przyjaciel Ani
Przyjaciel Ani


Dołączył: 10 Paź 2012
Posty: 272
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Płyta nagrobna Eliasza Pollocka
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 17:46, 18 Cze 2015    Temat postu:

I o to chodzi. Jak dla mnie - on wciąż widział w niej tę rudą, dumną i obrażoną dziewczynkę (no bo o nastolatce jeszcze nie możemy mówić). I to też brzmi tak opiekuńczo. Każdy ma swoje zdanie, ale ja tam jestem zachwycona takim tekstem.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Michal77
Uczeń Szkółki Niedzielnej
Uczeń Szkółki Niedzielnej


Dołączył: 16 Mar 2015
Posty: 10
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Tychy
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 22:32, 27 Cze 2015    Temat postu:

Ja również uważam że istnieją takie miłości i takie pary które mogą dostąpić tego wielkiego szczęścia, choć myślę że dziś jest to bardzo trudne.


Ja kochałem prawdziwie dwie dziewczyny, były to moje dwie wielkie miłości, w tych relacjach były cudowne chwile, lecz te uczucia się skończyły, po czym ja wpadałem w depresje i bardzo cierpiałem.
Na pewno gdzieś we mnie jest to pragnienie takiej pięknej miłości jaką mieli Ania i Gilbert, ale już nie bardzo wierzę że mi się przytrafi, a z drugiej strony nie chcę kolejny raz przeżywać tych samych cierpień i tego wszystkiego.

Mam kilku wspaniałych przyjaciół, w tym jedną najdroższą przyjaciółkę Edytkę która jest dla mnie jak siostra od ośmiu lat i na tym mi najbardziej teraz zależy - żeby ich nie stracić.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Twórczość LMM Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Emule.
Regulamin